Czeski sport narodowy, w którym nie ma drugiego miejsca
- Subtitle: Grzybobranie
- Excerpt: Co sprawia, że we wrześniu czeskie miasta pustoszeją i co sprawia, że stateczny urzędnik jest gotowy wejść w największe chaszcze o świcie?
Jeśli myślisz, że narodowym sportem Czechów jest hokej, to znaczy, że nigdy nie widziałeś inwazji koszyków na lasy pod Pragą. „Houbaření” to zbiorowa pasja nierozerwalnie związana z kulturą weekendowych wyjazdów za miasto. Odkrywamy kulisy czeskiej „grzybomanii” i wyjaśniamy, dlaczego finał każdego zbierania musi odbyć się na chacie.
Jeśli myślisz, że narodowym sportem Czechów jest hokej albo piłka nożna, to znaczy, że nigdy nie byłeś w czeskim lesie w sobotę rano we wrześniu. Podczas gdy hokeiści pocą się na lodowisku, miliony Czechów z wiklinowymi koszykami w dłoniach uprawiają „houbaření”. To nie jest zwykłe zbieranie grzybów. To narodowa psychodelia, zbiorowy trans i rytuał, który jednoczy ateistów, polityków i kierowców autobusów.
Inwazja z koszykami i baza na chacie
W Czechach sezon na grzyby przypomina stan wyjątkowy. Gdy tylko w radiu podadzą informację, że „rostou” (rosną), miasta pustoszeją. Grzybobranie jest tu nierozerwalnie połączone z rytmem wyjazdów na chaty i chalupy. To właśnie te letniskowe domy stanowią strategiczne bazy wypadowe. Choć Czesi potrafią pojechać na grzyby w zupełnie inny region kraju, jeśli słyszą, że tam akurat „sypnęło”, to jednak najczęściej to właśnie wokół własnej chaty znają każdy krzak i każde powalone drzewo.
Bez względu na to, jak daleko od domu poniesie ich pasja, finał dnia jest zawsze taki sam: powrót na chatę lub chalupę. To tam, na drewnianych tarasach, odbywa się uroczyste czyszczenie zbiorów, wielkie suszenie na rozłożonych gazetach i gotowanie pierwszej w sezonie zupy.
Tajne miejsca i mapa grzybowa
Czeski grzybiarz ma swoje „tajne miejsca”, których lokalizacja jest chroniona lepiej niż kody do sejfów w Narodowym Banku. Możesz być z Czechem na „Ty”, pić z nim piwo przez dekadę i spać na jego chacie, ale jeśli zapytasz go bezpośrednio, gdzie dokładnie znalazł te trzy kilogramy borowików, nagle zmieni temat albo zacznie opowiadać o pogodzie. Nawet jeśli las zaczyna się tuż za płotem jego chalupy, sąsiad sąsiadowi nie powie, pod którym świerkiem rosną te największe okazy. To wiedza przekazywana z ojca na syna, rodowa tajemnica, której nie zdradza się nikomu spoza kręgu krwi.
Co więcej, Czesi to naród technologii. Istnieją specjalne mapy hydrometeorologiczne, które pokazują prawdopodobieństwo występowania grzybów w zależności od wilgotności gleby i opadów w konkretnych regionach. Czech nie idzie do lasu na oślep – on idzie tam, gdzie mapa świeci się na ciemnozielono.
Co trafia do koszyka?
Istnieje też subtelna różnica w tym, co Polacy i Czesi uważają za jadalne. Czesi są absolutnymi fanami kani, czyli legendarnej Bedli jedlé. Kiedy Czech znajdzie dorodny okaz, jego oczy błyszczą – wie, że wieczorem na chacie kapelusz zostanie usmażony na maśle w panierce, smakując lepiej niż niejeden schabowy. Kochają też „klouzki” (maślaki) i „křemenáče” (koźlarze). Jednak absolutnym królem jest „Pravý hřib” – prawdziwek o grubym trzonie i brązowym kapeluszu. Znalezienie go to dla Czecha dowód na życiową zaradność i błogosławieństwo losu.
Warto jednak uważać na czeską pewność siebie. Każdy Czech uważa się za eksperta od mykologii. Jeśli spotkasz w lesie kogoś, kto zajrzy Ci do koszyka i powie z politowaniem: „Tohle neber, to je hořčák” (Tego nie bierz, to goryczak), lepiej go posłuchaj. Oni naprawdę wiedzą, co robią.
Kuchnia pachnąca lasem i wieczorna integracja
Houbaření kończy się wieczorem przy piecu na chalupie. Zapach suszonych grzybów to oficjalny zapach czeskiej jesieni. Grzyby trafiają do octu, do zamrażarek, ale przede wszystkim są suszone na specjalnych sitach. Najważniejszym daniem, dla którego Czesi są gotowi przedzierać się przez jeżyny, jest „Kulajda” – gęsta, kwaśna zupa z ziemniakami, koperkiem, jajkiem w koszulce i oczywiście świeżymi grzybami leśnymi.
Jeśli kiedyś dostaniesz zaproszenie na wspólną Kulajdę na czyjejś chacie, przygotowaną z porannych zbiorów, wiedz, że zostałeś dopuszczony do jednego z najstarszych i najszczerszych czeskich rytuałów. To moment, w którym „czeski chłód” znika bezpowrotnie w oparach grzybowej zupy.


