Dramaturg absurdu, który został królem bez korony
- Subtitle: Václav Havel
- Excerpt: O więźniu sumienia, który z teatru absurdu trafił prosto na Zamek na Hradczanach, nie przestając być przy tym zwykłym człowiekiem w wyciągniętym swetrze.
Václav Havel to postać-symbol, której nie da się zaszufladkować jako „polityka”. Dla Czechów i dla świata był to przede wszystkim człowiek pióra, intelektualista, który został rzucony w wir wielkiej historii. Jego życie to gotowy scenariusz na film, w którym główny bohater pokonuje bezduszny system totalitarny, używając jedynie siły słowa i niezłomnej moralności. Był szczytem czeskiej normalności w świecie wielkiej dyplomacji.
Od bogatego dziecka do „wroga ludu”
Urodzony w 1936 roku w jednej z najbardziej wpływowych rodzin w Pradze (jego dziadek zbudował słynny pałac Lucerna), Havel od początku miał „pod górkę” z nową władzą komunistyczną. Ze względu na burżuazyjne pochodzenie zakazano mu studiowania humanistyki. Musiał pracować jako laborant chemiczny i kończyć szkołę wieczorową. To jednak wtedy, w mroku komunistycznej nocy, hartował się jego charakter i narodził się pasjonat teatru.
Teatr jako arena walki o prawdę
W latach 60. Havel odnalazł swoje miejsce w praskich teatrach, ale nie interesowała go klasyka. Fascynował go teatr absurdu. W swoich najsłynniejszych sztukach, takich jak „Audiencja” czy „Powiadomienie”, obnażał głupotę systemu, który poprzez pusty język i biurokrację niszczy ludzką osobowość. Jego bohaterowie zapętlali się w bezsensownych dialogach, co było genialną metaforą życia w Czechosłowacji.
W 1977 roku stał się współtwórcą Karty 77 – dokumentu domagającego się przestrzegania praw człowieka. Za swoją nieugiętość spędził w więzieniach łącznie niemal pięć lat. To tam powstały słynne „Listy do Olgi” – korespondencja do pierwszej żony, która z zapisku więziennej codzienności stała się głębokim traktatem o odpowiedzialności.
Aksamitny Prezydent
Kiedy w listopadzie 1989 roku Praga zatrzęsła się od okrzyków „Havel na Hrad!”, nikt nie miał wątpliwości, że to on musi stanąć na czele wolnego państwa. Jego prezydentura była zaprzeczeniem sztywności. Havel wprowadził na Zamek ducha bohemy – zapraszał Franka Zappę i Rolling Stonesów, a po korytarzach Hradczan zdarzało mu się śmigać na hulajnodze.
Był prezydentem, który uczył naród, że wolność to nie tylko prawo do głosowania, ale przede wszystkim obowiązek życia w prawdzie. Choć po rozpadzie Czechosłowacji jego gwiazda nieco przygasła w starciu z twardą ekonomią, do końca życia pozostał najwyższym autorytetem moralnym. Kiedy zmarł w 2011 roku, świat zrozumiał, że odeszła ostatnia wielka postać, która potrafiła połączyć politykę z etyką.


