Przejdź do głównej treści

Zapis na listę subskrybentów

Lista subskrypcyjna
Loading...

Głos, który nie znał granic i ustrojów

Jeśli Václav Havel był sumieniem Czechów, to Karel Gott był ich sercem i soundtrackiem ich życia. „Boski Karel”, „Złoty głos z Pragi” – te przydomki nie były przesadą. Przez sześć dekad Gott był absolutnym hegemonem czeskiej estrady. To fenomen, który nie ma odpowiednika w polskiej kulturze – wyobraźmy sobie popularność Krzysztofa Krawczyka, elegancję Zbigniewa Wodeckiego i zasięg Maryli Rodowicz w jednej osobie.

Elektryk, który chciał malować

Urodzony w 1939 roku w Pilźnie, Karel wcale nie planował kariery muzycznej. Jego wielką pasją było malarstwo, ale nie dostał się na praską ASP. Został więc praktykantem w zakładach ČKD, szkoląc się na elektryka. To podczas wieczorków tanecznych dla robotników odkryto jego niezwykły, tenorowy głos.

W latach 60. stał się częścią legendarnego teatru Semafor. Gott jako jeden z nielicznych artystów z bloku wschodniego miał „przepustkę” na Zachód. W 1967 roku wyjechał na półroczny kontrakt do Las Vegas, gdzie nauczył się amerykańskiego show-biznesu: perfekcyjnej dykcji i dyscypliny, która stała się jego znakiem rozpoznawczym.

Fenomen „Pszczółki Mai” i Lady Carneval

W 1968 roku wydał swój największy hit – „Lady Carneval”. Ta piosenka otworzyła mu drzwi do Niemiec, gdzie stał się megagwiazdą. Niemcy pokochali go tak bardzo, że to właśnie on zaśpiewał tytułową piosenkę do bajki „Pszczółka Maja”, co zapewniło mu nieśmiertelność u kolejnych pokoleń dzieci. Gott był artystą uniwersalnym: potrafił śpiewać rock and rolla z energią Elvisa, by za chwilę wykonać arię operową.

Kontrowersje i miłość narodu

Życie Gotta nie było wolne od trudnych wyborów. W 1977 roku podpisał tzw. Antykartę – dokument popierający reżim, wymierzony w dysydentów. Wielu miało mu to za złe, ale naród mu wybaczył. Sam Havel mówił, że Gott swoją muzyką dawał ludziom radość w ponurych czasach. Kiedy w 2019 roku „Złoty Słowik” zamilkł na zawsze, Czechy ogłosiły żałobę narodową. Był stałą w ich życiu – świat mógł się walić, ustroje upadać, a Gott zawsze stał na scenie, śpiewając o miłości i nadziei.