Przejdź do głównej treści

Zapis na listę subskrybentów

Lista subskrypcyjna
Loading...

Zasady dotyczące odpalania fajerwerków

Jak ogarnąć ten nowy „cyrk z petardami” w Czechach

Nowe przepisy spowodowały, że niektóre miasta odwołały już swoje dotychczasowe pokazy.
 |  HolkaPolka  |  Aktualności

Nie ma to jak przygotowywać się na Sylwestra i nagle odkryć, że Twoje własne rakiety są… nielegalne. W Czechach właśnie weszły w życie nowe zasady dotyczące odpalania fajerwerków, i to tak rygorystyczne, że sam Smok Wawelski by odpuscił. 

Przez ostatni rok dyskusja o hałasie, o zwierzętach, o szpitalach i o tym, że każdy sąsiad ma teraz prawo narzekać na innego sąsiada, przybrała wreszcie konkretną formę. Państwo wraz z samorządami postanowiło, że fajerwerki mogą być piękne, ale najpierw trzeba je upilnować. Efekt? Odpalanie czegoś głośniejszego niż praski dzwonek tramwajowy jest zakazane w promieniu około 250 metrów od miejsc takich jak:

  • szpitale i domy opieki,

  • schroniska dla zwierząt,

  • stacje ratownicze,

  • ogrody zoologiczne i – uwaga – ośrodki dziennej opieki. 

Jakby tego było mało, do listy „miejsc wrażliwych” dochodzą także pasieki. Tak, te ciche, spokojne enklawy pracowitych owadów, które kompletnie nie są zainteresowane Twoim sylwestrowym popisem. W praktyce oznacza to, że jeśli w promieniu około 250 metrów ktoś trzyma ule, to wszelkie głośniejsze fajerwerki są równie mile widziane jak petarda wrzucona do kościoła w trakcie mszy.

Problem polega na tym, że pasieki nie zawsze są oznaczone tabliczką „tu mieszkają pszczoły, prosimy nie robić bum”. Często są schowane za domem, w sadzie, na działce u wujka albo „od zawsze, tylko nikt się nie zastanawiał”. Prawo jednak zakłada, że powinieneś wiedzieć. Skąd? To już Twoja kreatywność. Najlepiej zapytać sąsiadów, lokalną gminę albo… po prostu nie strzelać.

Efekt uboczny jest taki, że w niektórych miejscowościach mapa zakazów zaczyna przypominać ser szwajcarski po przejściach artylerii. Szpital, schronisko, pasieka, dom seniora, kolejna pasieka, jeszcze jedna pasieka, bo ktoś postawił dwa ule „na próbę”. I nagle okazuje się, że jedynym legalnym miejscem na fajerwerki jest środek pola, o ile nie stoi tam ambona myśliwska ani przypadkowy koń.

Całość komplikuje fakt, że pasieki i zwierzęta kopytne coraz częściej pojawiają się tam, gdzie człowiek najmniej się ich spodziewa. Sporo firm i prywatnych właścicieli wykorzystuje trawniki na zajmowanych posesjach do hodowli kóz, owiec czy nawet koni. Inni stawiają ule, bo „to ekologiczne”, „ładnie wygląda” albo „księgowa powiedziała, że się opłaca”. Efekt jest taki, że jeszcze wczoraj był tu zwykły plac biurowy z koszem na papier, a dziś formalnie funkcjonuje pasieka albo mini-zagroda.

Dla przepisów nie ma to żadnego znaczenia. Nie liczy się, czy to wiejska łąka, osiedlowy trawnik czy teren firmy z logo na bramie. Jeśli są ule albo zwierzęta, obowiązuje strefa ochronna. A więc Twoje fajerwerki przegrywają z kilkoma kozami i skrzynką z pszczołami, które pojawiły się „gdzieś po drodze” i nikt nie uznał za konieczne, żeby kogokolwiek o tym informować.

W praktyce oznacza to, że legalność odpalania fajerwerków bywa kwestią przypadku. Albo masz szczęście i w promieniu 250 metrów nie ma nic żywego poza tujami. Albo przegrywasz z pasieką ustawioną przy firmowym parkingu, bo ktoś wpadł na pomysł, że zrównoważony rozwój najlepiej wygląda w Excelu.

Chcesz petardy przy „starej szopie”? No pewnie, ale jeśli ta „stara szopa” znajduje się bliżej tych miejsc niż odległość, która dla wielu z nas brzmi jak „chodź, policjant tuż za tobą”, to nielegalnie. Chcesz wypalić rakietę w pobliżu schroniska dla zwierząt? Lepiej usiądź i obejrzyj telewizję. Próba przestawienia mapy zgodnie z własną wizją artystyczną nie działa. 

Nie dotyczy to drobnych świeczek i pręcików typu F1 (czyli takich mini-bum niegroźnych nawet dla naszego kota – technicznie). Duże, głośne, spektakularne rzeczy? Raczej nie w Twoim ogrodzie. 

I teraz najlepsze: nowe przepisy spowodowały już, że niektóre miasta odwołały swoje dotychczasowe pokazy. Náchod, który co roku celebrował Sylwestra własnym pokazem, teraz też musi, że tak powiem, odpuścić. Całe miasto znalazło się w strefie zakazu. Mówiąc wprost: mapa mówi „nie”, a lokalny burmistrz mówi „próba wyrwania włosów z głowy”.

Nie mówiąc już o tym, że zakaz sprzedaży fajerwerków na rynkach i w budkach jeszcze bardziej komplikuje sprawę. Sprzedawcy łamią przepisy z zadziwiającą regularnością, a kontrola piruetów papierowych przypomina kontrolę alkoholu w Cork w poniedziałek rano – niby jest, ale naprawdę nikt nie wie, czy ktoś to jeszcze egzekwuje. Seznam Zprávy

Podsumowując: jeśli myślisz o Sylwestrze z hukiem, teraz musisz najpierw odhaczyć mapę restrykcji, potem zapytać sąsiada, czy przypadkiem nie ma lewego stada owiec w promieniu 250 metrów, a potem zadzwonić na policję, żeby upewnić się, że niczego nie złamiesz. Alternatywa? Dołączyć do miejskiego pokazu albo zostać w domu z grzanym winem i pretensjami.