Przejdź do głównej treści

Zapis na listę subskrybentów

Lista subskrypcyjna
Loading...

Polskie ślady w Holiszowie: Od wyzwolenia obozu po legendę „Ogórka”

Holiszów (Holýšov) to miejsce, w którym polskie losy splatają się z czeską techniką w sposób niemal filmowy. To tutaj Polacy wyzwolili obóz koncentracyjny, ocalając setki kobiet, i to tutaj narodziła się Skoda 706 RTO, którą wszyscy znamy jako Jelcza „Ogórka”. Odkrywamy historię, której nie znali nawet ci, którzy te autobusy budowali przez dekady.

Czasami historia zatacza koło w tak niewiarygodny sposób, że trudno w to uwierzyć. Holiszów, niewielkie miasto niedaleko Pilzna, kryje w sobie tajemnicę, która łączy polski czyn zbrojny z legendą polskiej motoryzacji.

Szczyt bohaterstwa: Brygada Świętokrzyska w akcji

5 maja 1945 roku doszło w Holiszowie do wydarzenia bez precedensu. Brygada Świętokrzyska NSZ, wycofująca się na zachód w kierunku linii zajmowanych przez armię USA, zaatakowała i wyzwoliła niemiecki obóz koncentracyjny (filia KL Flossenbürg). Polscy żołnierze ocalili życie około 1000 kobiet różnych narodowości. Niemcy planowali spalić więźniarki żywcem w barakach, ale polski atak był tak błyskawiczny, że oprawcy nie zdążyli wykonać rozkazu.

Wśród ocalonych znajdowało się 167 Polek oraz 400 Francuzek. Według relacji i przekazów historycznych, jedną z więzionych tam kobiet była matka François Michelina, spadkobiercy oponiarskiego imperium. To niesamowity zbieg okoliczności: polscy partyzanci ratują matkę człowieka, którego nazwisko zna dziś każdy kierowca na świecie, w miejscu, które za chwilę samo stanie się symbolem motoryzacji.

Dalsze losy Brygady to kolejny dowód na niesamowitą historię tego miejsca. Polacy połączyli się z siłami generała Pattona, który docenił ich wartość bojową i odwagę. Kiedy po wojnie Sowieci zaczęli domagać się wydania „faszystowskich kolaborantów”, gen. Patton, chcąc ratować Polaków przed pewną śmiercią lub łagrami, dokonał niesamowitego fortelu. „Schował” 2000 polskich żołnierzy przed radziecką kontrolą, przebierając ich w mundury straży więziennej Armii Stanów Zjednoczonych w niemieckim Heilbronn. Dzięki tej odważnej decyzji generała, żołnierze, którzy wyzwolili Holiszów, uniknęli tragicznego losu z rąk Stalina.

Od amunicji do autobusów

Po wojnie zakłady w Holiszowie (w czasie okupacji produkujące amunicję dla Luftwaffe pod nazwą MMW) musiały zmienić profil. To właśnie tam, w halach naznaczonych wojenną traumą, rozpoczęto produkcję nadwozi do nowych, czeskich autobusów.

W 1958 roku w zakładach SVA Holýšov ruszyła seryjna produkcja nowoczesnej Skody 706 RTO. Pojazd był na tamte czasy rewolucyjny – opływowy, wytrzymały i komfortowy. Jednak czeskie moce przerobowe były ograniczone. Choć podwozia powstawały w zakładach LIAZ w Jabloncu nad Nysą, to właśnie Holiszów stał się sercem produkcji nadwozi, które miały wkrótce zdominować drogi bloku wschodniego.

Licencja, która zbudowała Jelcz

I tu dochodzimy do „szczytu” historycznego paradoksu. Polska, szukając nowoczesnego autobusu, podpisała umowę z Czechosłowacją. Licencję na Skodę 706 RTO przekazano do Zakładów Budowy Nadwozi Samochodowych w Jelczu koło Oławy.

Tak narodził się Jelcz 043, przez miliony Polaków nazywany czule „Ogórkiem”. Przez dekady tysiące pracowników w Jelczu montowało kolejne egzemplarze, nie mając pojęcia, że DNA ich autobusu wywodzi się z miejsca, które zaledwie kilkanaście lat wcześniej zostało wyrwane z rąk nazistów przez polskich żołnierzy.

Koło historii zamknięte między obozami

Dla wielu polskich rodzin, w tym również dla mojej, ta historia ma wymiar głęboko osobisty. Mój ojciec przepracował w Jelczu ponad 30 lat, ja również dołożyłem tam swoją zawodową cegiełkę. Przez te wszystkie lata „Ogórek” był dla nas symbolem polskiej drogi i dumy z pracy w wielkim zakładzie.

Dopiero po latach, łącząc fakty z pobytu w Czechach z historią moich rodzinnych stron, zrozumiałem, jak mroczna i kuriozalna była to symetria. Jelczańskie zakłady powstały przecież na terenach Fünfteichen – filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. To jest absolutny „szczyt” tragicznego zbiegu okoliczności: polski autobus, który stał się ikoną naszej wolności w podróżowaniu, rodził się w Holiszowie (filii obozu Flossenbürg), a montowany był w Jelczu, na fundamentach filii obozu Gross-Rosen. Dwie fabryki, dwa narody i dwa obozy, które w przedziwny sposób splotły się w konstrukcji jednego autobusu. Przez dekady budowaliśmy te pojazdy na ziemi naznaczonej krwią, często nie mając świadomości, że DNA „Ogórka” wywodzi się z innego, tak samo tragicznego miejsca, które ocalili nasi żołnierze.

Gorzki szczyt ironii: Od Skody do Mercedesa

Patrząc na współczesny obraz zakładów w Holiszowie, trudno nie odnieść wrażenia, że historia zakpiła z nas w brutalny sposób. W murach dawnej fabryki amunicji, którą Brygada Świętokrzyska wyrywała z rąk oprawców, dziś dumnie mieści się siedziba niemieckiego koncernu Mercedes-Benz.

W tym samym czasie w Polsce ten sam niemiecki koncern (między innymi poprzez działania kapitałowe związane z Sobiesławem Zasadą) doprowadził do upadku naszych największych fabryk – w tym legendarnego Jelcza czy Autosanu. Koło historii zamknęło się bolesnym zgrzytem: miejsce, które wyzwoliliśmy i z którego czerpaliśmy technologiczną inspirację, kwitnie dziś pod niemieckim szyldem. Natomiast polskie zakłady, zbudowane na gruzach Gross-Rosen, zostały doprowadzone do ruiny.

Dla wielu z nas, którzy spędzili w Jelczu życie, to właśnie jest ten ostateczny, smutny „szczyt” – patrzeć, jak dawny wyzwoliciel traci swoje dziedzictwo na rzecz tych, którzy kiedyś musieli stąd uciekać, aby uniknąć odpowiedzialności za wojenne okrucieństwa na cywilach.