Przejdź do głównej treści

Zapis na listę subskrybentów

Lista subskrypcyjna
Loading...

Czeski bruderszaft, czyli jak (nie) przejść na „Ty”

Zapomnij o polskim „mów mi po imieniu” rzuconym przy kawie. W Czechach przejście z formalnego „Vykání” na braterskie „Tykání” to proces, który ma swoje sztywne zasady, swoją hierarchię i swój sakralny moment przy barze. Dowiedz się, kto powinien wyciągnąć rękę pierwszy, dlaczego gorzałka pomaga w procesie i co się stanie, jeśli pośpieszysz się o jedną kolejkę za wcześnie.

Jeśli myślałeś, że bariera językowa między Polską a Czechami kończy się na „szukaniu” i „czerstwy chlebie”, to znaczy, że nigdy nie utknąłeś w czyśćcu pomiędzy Dobrý den a Ahoj. W Czechach przejście na „Ty” to nie jest zwykła zmiana zaimka. To oficjalne przyjęcie do „wewnętrznego kręgu”, akt zaufania i towarzyska nobilitacja.

1. Twierdza zwana „Vykání”

Dla Polaka czeskie Vykání (mówienie na Pan/Pani) bywa męczące. Chcielibyśmy szybko skrócić dystans, uścisnąć dłoń i przejść do rzeczy. Jednak dla Czecha Vykání to strefa komfortu. To mur, który chroni ich prywatność. Mówienie do kogoś „Pane Nováku” pozwala zachować profesjonalny dystans i sprawia, że ewentualna krytyka czy różnica zdań nie jest odbierana osobiście.

W czeskich biurach często spotkasz ludzi, którzy znają się od dekady, wiedzą o swoich chorobach i kredytach, a mimo to wciąż używają formy grzecznościowej. I – co najważniejsze – nikogo to nie boli.

2. Kto pierwszy wyciąga rękę?

Tu nie ma miejsca na partyzantkę. Czesi są bardzo wyczuleni na hierarchię towarzyską. Zgodnie z etykietą, propozycję przejścia na „Ty” (nabídka tykání) musi złożyć osoba „ważniejsza”.

  • Kobieta proponuje mężczyźnie.

  • Osoba starsza proponuje młodszej.

  • Szef proponuje podwładnemu.

Jeśli jako 30-letni Polak rzucisz do 50-letniego czeskiego sąsiada „Słuchaj, Jirka...”, możesz być pewien, że Jirka nagle przypomni sobie o bardzo ważnym spotkaniu w drugim pokoju. Samowolne skrócenie dystansu jest odbierane jako brak wychowania i arogancja. Cierpliwość jest tu cnotą narodową.

3. Czeski Bruderszaft: Piwo, wódka i rygor

Kiedy już padnie to magiczne zdanie: „Můžeme si tykat?” (Możemy sobie tykać?), następuje rytuał. W Polsce bruderszaft to często splot ramion i szybki kieliszek. W Czechach wygląda to podobnie, ale ma silniejszy fundament barowy.

Przejście na „Ty” rzadko odbywa się przy biurku. Najczęściej dzieje się to w hospodě (knajpie) lub na wspomnianej wcześniej chacie. Alkohol pełni tu rolę katalizatora, który rozpuszcza warstwę ochronną „Vykání”.

  • Podanie ręki: Musi być mocne, z kontaktem wzrokowym. To pieczęć pod umową o przyjaźni.

  • Toast: Często towarzyszy mu wypicie „panáka” (kieliszka) mocniejszego alkoholu – slivovicy lub becherovki.

  • Imię: Od tej sekundy przestajesz być „Panem Kowalskim”, a stajesz się „Krzysztofem” lub – w wersji czeskiej – „Kryštofem”.

4. Pułapka „Pana imienia” – czeski czyściec towarzyski

To zjawisko, które Polaków wprawia w konsternację. W Polsce mówienie „Panie Piotrze” do sąsiada jest szczytem uprzejmości i lekkiego skrócenia dystansu. W Czechach forma „Pane Petře” to bardzo konkretny etap pośredni, który ma swoją ścisłą gramatykę.

Jak to działa w praktyce? W tej formie używasz słowa „Pan/Pani”, ale łączysz je z imieniem, które zawsze musi być w wołaczu (vokativ). To ten moment, w którym już się znacie, lubicie, być może nawet piliście razem piwo, ale żadne z Was nie odważyło się jeszcze na oficjalny bruderszaft.

  • Przykład w pracy: Twoja koleżanka z biurka obok to Hana. Nie jesteście jeszcze na „Ty”, ale głupio Ci mówić do niej „Paní Nováková”. Mówisz więc: „Paní Hanko, nechtěla byste kávu?” (Pani Hanko, nie chciałaby Pani kawy?). Zauważ, że czasownik wciąż jest w formie grzecznościowej (wykání), ale imię skraca dystans.

  • Przykład u lekarza/w urzędzie: Bardzo często pielęgniarka wywoła Cię z poczekalni słowami: „Pane Krzysztofe, pojďte dál”. To wyraz czeskiej uprzejmości, która chce być osobista, ale zachowuje profesjonalne ramy.

Uwaga na pułapkę wołacza! W Czechach nie wolno powiedzieć „Pane Petr” czy „Paní Hana”. To brzmi dla nich jak błąd z podstawówki. Jeśli używasz imienia, musisz je odmienić:

  • Petr -> Pane Petře!

  • Jan -> Pane Jene!

  • Jakub -> Pane Jakube!

  • Lucie -> Paní Lucie! (tu akurat brzmi podobnie, ale odmiana jest kluczowa).

Dla nas, Polaków, ta forma jest idealna jako „bezpiecznik”. Jeśli czujesz, że „Panie Nováku” brzmi zbyt groźnie (jak wezwanie do dyrektora), a na „Ahoj!” jest jeszcze za wcześnie – „Pane [Imię w wołaczu]” to Twój najlepszy przyjaciel. Pozwala zachować twarz i pokazać sympatię, nie łamiąc przy tym czeskiego rygoru towarzyskiego.

5. Co po fakcie?

Gdy już raz przejdziesz z Czechem na „Ty”, droga powrotna nie istnieje. To bilet w jedną stronę. Od teraz jesteś w jego świecie. Będziesz zapraszany na ogniska, będziesz słuchał narzekań na rząd i będziesz musiał pić piwo w takim samym tempie jak on. Ale w zamian zyskujesz coś, co w Czechach jest bezcenne: lojalność. Czech, z którym jesteś na „Ty”, nie jest już tylko znajomym. Jest Twoim „parťákem”.

5. Gdy język płata figle: „Przyzwyczajenie to żelazna koszula”

Przejście na „Ty” to jedno, ale przeprogramowanie mózgu, który przez dwa lata produkował formy grzecznościowe, to zupełnie inna bajka. Często zdarza się, że mimo uścisku dłoni i wspólnego piwa, przy następnym spotkaniu z Twoich ust znowu wylatuje automatyczne: „Pane Nováku, mohl byste...?”.

Nie panikuj. Czesi doskonale to znają i mają na tę okazję swoje ulubione powiedzenie: „Zvyk je železná košile” (Przyzwyczajenie to żelazna koszula).

Oznacza to, że nawyki są tak silne, że trudno je zdjąć jak ciasne ubranie. Jeśli znowu „spanujesz” swojemu nowemu koledze, prawdopodobnie usłyszysz to hasło z uśmiechem. To taki towarzyski wentyl bezpieczeństwa – sygnał, że nikt się nie obraził, a Twoje starania są doceniane. Po prostu zdejmij tę „żelazną koszulę”, zaśmiej się z własnego błędu i próbuj dalej. W Czechach autoironia zawsze wygrywa z nadmierną powagą.

Nie spiesz się. Pozwól Czechowi wykonać pierwszy krok. Jeśli będziesz cierpliwy i uszanujesz jego mur z „Vykání”, moment, w którym usłyszysz „Ahoj, Kryštofe!”, będzie smakował lepiej niż najlepiej schłodzony Pilsner.