Przejdź do głównej treści

Zapis na listę subskrybentów

Lista subskrypcyjna
Loading...

Czeski Szczyt: Kiedy rekord spotyka się z czeskim absurdem

Witamy w dziale „No to już jest szczyt...”. Tutaj granica między geograficznym rekordem a życiowym „megaochlajstwem” jest bardzo cienka. Wyjaśniamy, dlaczego po obu stronach granicy „szczyt” może oznaczać najwyższą górę, szczyt chamstwa, ale też szczyt życiowej formy przy kuflu piwa.

Zaczynamy nową serię artykułów, której nazwa ma drugie, a nawet trzecie dno. Jeśli słyszysz Polaka mówiącego: „No, to już jest szczyt!”, zazwyczaj nie stoi on na wierzchołku Rysów. Najprawdopodobniej właśnie zobaczył cenę masła albo ktoś zajął mu miejsce parkingowe. W języku polskim „szczyt” to skrót myślowy oznaczający krańcowość – szczyt bezczelności, ale też szczyt formy.

Co fascynujące, nasi sąsiedzi mają dokładnie tak samo.

To je vrchol!

W czeskim języku słowo „vrchol” (szczyt) pełni tę samą podwójną rolę. Kiedy Czech mówi z niedowierzaniem: „To je vrchol!”, najczęściej komentuje sytuację, która przekroczyła wszelkie granice absurdu, cierpliwości lub przyzwoitości. To ten moment, w którym rzeczywistość „weszła na szczyt” i wyżej już się nie da – zazwyczaj w sensie czysto ironicznym.

Ten lingwistyczny bliźniak pokazuje, jak blisko nam do siebie w postrzeganiu świata. Obie nacje używają pionowej metafory, by opisać stopień natężenia emocji. Jeśli coś jest „vrcholné”, to jest to po prostu „mega”, ostateczne i nie do przebicia.

Co będziemy zdobywać w tym dziale?

Dział Czeski Szczyt (český vrchol) będzie naszą osobistą kroniką czeskich rekordów – tych geograficznych, technicznych, ale przede wszystkim tych ludzkich i kulturowych. Będziemy tu opisywać:

  • Szczyty geograficzne i rekordy natury: Od Śnieżki, która udaje Arktykę, po najgłębszą przepaść świata, która udaje zwykłą dziurę w ziemi.

  • Szczyty stylu życia: Opowiemy o narodowych rekordach w spożyciu piwa (gdzie Czechy od lat są na nieosiągalnym dla nikogo szczycie), o najdłuższych urlopach na chacie i o tym, jak zostać „szczytowym” majsterkowiczem.

  • Szczyty czeskiego absurdu: Sytuacje, przy których sami Czesi łapią się za głowy. Od najbardziej skomplikowanych nazw miejscowości, po urzędowe rekordy, które sprawiają, że człowiek myśli: „To je vrchol!”.

  • Szczyty techniki i sprytu: Rekordowo gęsta sieć kolejowa, najstarsze browary i mosty, które nie powinny stać, a stoją od wieków.

Szczytowanie po czesku

Czechy to kraj, który mimo braku dostępu do morza i braku trzytysięczników, ma niesamowite parcie na bycie „naj”. Najwięcej bibliotek na mieszkańca, najstarszy uniwersytet, najwyższa wieża telewizyjna, która „przerosła” góry. Czesi kochają swoje „vrcholy”, choć rzadko się nimi chwalą w sposób krzykliwy. Wolą o nich opowiadać przy piwie, z tą specyficzną nutką autoironii.

Zapraszamy Cię do wspólnego zdobywania tych szczytów. Obiecujemy, że nie zabraknie nam tchu, a każda historia będzie – jak to mówią Czesi – absolutnym vrcholem tego, co w tym kraju najlepsze i najbardziej zaskakujące.