Przejdź do głównej treści

Zapis na listę subskrybentów

Lista subskrypcyjna
Loading...

Piorunochron z morawskiej parafii

Benjamin Franklin przeszedł do historii jako wynalazca piorunochronu, ale kilka lat przed nim, na morawskiej wsi, podobną konstrukcję postawił Prokop Diviš. To historia o geniuszu, który wyprzedził epokę, i o lęku przed nieznanym, który doprowadził do zniszczenia jednego z najważniejszych wynalazków XVIII wieku.

W 1754 roku w miejscowości Přímětice (niedaleko Znojma) stanęła dziwna konstrukcja. Była to wysoka na 40 metrów żelazna tyczka zwieńczona systemem krzyżujących się ramion, na których umieszczono ponad 400 ostrzy. Autorem tego „meteorologicznego instrumentu” był lokalny proboszcz, Prokop Diviš.

Więcej niż tyczka

Konstrukcja Diviša była znacznie bardziej skomplikowana niż prosty pręt Franklina. Diviš wierzył, że jego urządzenie nie tylko odprowadza pioruny, ale stale „wysysa” elektryczność z chmur, zapobiegając samej burzy. Przez lata jego maszyna działała idealnie – w okolicy nie było groźnych wyładowań, a Diviš zyskał sławę dziwaka, który rozmawia z niebem.

„To on ukradł nam deszcz!”

Tragedia wydarzyła się w 1759 roku. Na Morawach zapanowała potworna susza. Chłopi, szukając winowajcy, uznali, że to „diabelska maszyna” księdza Prokopa odpędza chmury i kradnie im życiodajną wodę. Wściekły tłum wtargnął na teren parafii i zniszczył piorunochron.

Diviš, zniechęcony i rozżalony, nigdy nie odbudował swojej konstrukcji na taką skalę. Choć jego prace były znane w kręgach naukowych Wiednia, to Franklin, dzięki lepszemu PR-owi i prostszemu projektowi, zgarnął całą światową sławę. Diviš pozostaje symbolem „szczytu” czeskiej myśli naukowej, która zderzyła się z murem ludzkiego zabobonu.