Przejdź do głównej treści

Zapis na listę subskrybentów

Lista subskrypcyjna
Loading...

Koń Przewalskiego: Czeski bilet do wolności

To historia, która mogłaby być scenariuszem wielkiego hitu kinowego. Kiedy ostatni dziki koń na świecie zniknął z wolności w latach 60. XX wieku, wydawało się, że to koniec. Ale Czesi powiedzieli: „Poczekajcie chwilę”. To właśnie praskie ZOO trzymało w swoich rękach klucze do przetrwania tego gatunku, a czeskie wojsko przeprowadziło jedną z najbardziej niesamowitych operacji ratunkowych w historii przyrody.

Praga – serce gatunku

Wszystko zaczęło się w 1959 roku. To wtedy praskie ZOO otrzymało prestiżowe zadanie prowadzenia Międzynarodowej Księgi Rodowodowej Konia Przewalskiego. Co to oznacza w praktyce? Każdy koń tego gatunku na świecie – czy to w Nowym Jorku, czy w Berlinie – ma swój „akt urodzenia” w Pradze. Czesi wiedzieli o nich wszystko: kto jest czyim ojcem, kto ma jakie geny i który koń jest najzdrowszy. Dzięki temu uniknięto chowu wsobnego, który mógłby zniszczyć gatunek.

Operacja „Powrót dzikich koni”

Największy „szczyt” nastąpił jednak w 2011 roku. Praskie ZOO, pod wodzą dyrektora Miroslava Bobka, uznało, że trzymanie koni tylko w niewoli to za mało. Postanowili zwrócić je naturze. Od tamtej pory, niemal co roku, czeskie wojskowe samoloty CASA startują z lotniska w Pradze-Kbelach. Na pokładzie mają wyjątkowych pasażerów – wyselekcjonowane konie, które muszą przetrwać osiemnaście godzin lotu w specjalnych drewnianych skrzyniach.

Logistyka tej operacji to absolutny majstersztyk. Lądowanie na nieutwardzonym pasie w mongolskim rezerwacie Wielka Gobi B, przeładunek skrzyń na ciężarówki i w końcu ten moment, gdy koń wybiega na step – to czysta, czeska duma. Dzięki projektowi „Návrat divokých koní” populacja na wolności liczy już setki osobników. To dowód na to, że Czechy to przyrodnicze mocarstwo.