Inżynieria błota i narodowe złoto z Třeboně
- Subtitle: Czeski karp
- Excerpt: O tym, jak szesnastowieczni wizjonerzy stworzyli „czeskie morze” i dlaczego jesienny wyłów ryb to widowisko godne Oscara.
Myślisz, że karp to po prostu wigilijne danie? W Czechach to symbol potęgi inżynieryjnej, która przetrwała pół tysiąclecia. Podczas gdy reszta Europy w XVI wieku zajmowała się głównie wojowaniem, czescy inżynierowie – Štěpánek Netolický i Jakub Krčín – prowadzili gigantyczne prace ziemne, tworząc największy na świecie system sztucznych zbiorników wodnych. To, co dziś widzimy w okolicach Třeboně, to nie jest dzieło przypadku, ale genialnie zaprojektowana maszyna do produkcji żywności, która działa do dziś bez ani jednej pompy elektrycznej.
Szczyt inżynierii: Średniowieczny system High-Tech
Serce czeskiego rybactwa bije w południowych Czechach. To tutaj w XVI wieku powstał system, który do dziś wprawia hydrologów w osłupienie. Największy staw, Rožmberk, jest tak potężny, że ze względu na krzywiznę ziemi musiano stosować specjalne obliczenia, by woda w ogóle chciała płynąć w odpowiednią stronę. To nie są zwykłe dziury w ziemi zalane wodą – to skomplikowana sieć kanałów (jak słynna Zlatá stoka), która łączy dziesiątki stawów, reguluje poziom wody w całym regionie i zapobiega powodziom. Wszystko to oparto na naturalnych spadkach terenu i genialnych drewnianych oraz kamiennych śluzach.
Jakub Krčín: Człowiek, który kłócił się z naturą
Postać Jakuba Krčína to szczyt czeskiej upartości. Budował stawy w miejscach, które inni uważali za niemożliwe. Legenda głosi, że był tak bezwzględny wobec robotników i natury, że po śmierci jego dusza błąka się po groblach zaprzężona w pług przez diabły. Ale to dzięki jego "diabelskiemu" uparciu Czechy mają dziś markę Třeboňský kapr, która jest chroniona w Unii Europejskiej podobnie jak francuski szampan czy polski oscypek.
„Výlov” – Narodowe misterium w błocie
Prawdziwy spektakl zaczyna się jesienią. Kiedy woda ze stawów zostaje spuszczona, zaczyna się výlov. To nie jest zwykłe wędkowanie. To rytuał, w którym biorą udział całe pokolenia rybaków. Ubrani w tradycyjne gumowe płaszcze i kapelusze, brodzą po pas w błocie, ręcznie przeciągając ogromne sieci. Ryby są sortowane z niesamowitą prędkością, a wszystko odbywa się w oparach mgły, dymu z ognisk i zapachu świeżo pieczonego karpia.
Dla Czechów to wydarzenie towarzyskie – na groblach ustawiają się tysiące ludzi, pije się piwo, zajada kapří hranolky (frytki z karpia – absolutny kulinarny hit!) i świętuje sukces. Czeski karp z Třeboně jest eksportowany na całą Europę, ale najsmaczniejszy jest tam, na miejscu, z widokiem na groblę, która stoi niewzruszona od 500 lat. To nie jest tylko "świat zwierząt" – to szczyt symbiozy człowieka z naturą, zrobiony po czesku: solidnie, z pomysłem i z zyskiem.


